Nie mam żony i nie mam dzieci, więc nie będę udawał, że wiem, jak to jest wracać do domu, w
którym żona już z tobą nie rozmawia. Ale ja straciłem wszystkich innych, co do jednego:
przyjaciół, rodzinę, ludzi, którzy mi zaufali. I odbudowywałem to potem od zera.
Osiem lat temu na moim Facebooku wyglądało to bardzo dobrze, a wieczorem wracałem do
wynajętego pokoju w Warszawie i spłacałem chwilówkę drugą chwilówką. Wróciłem do Zambrowa z
długami, z depresją i z atakami paniki. Przez lata dokładałem sobie umiejętności i ani razu
nie tknąłem samego siebie, aż zobaczyłem trzy miejsca, w których gubiłem siebie.
Pracuję jeszcze na etacie u ojca, jeżdżę ciężarówką i robię przy oponach, więc ten kadr nigdy
nie będzie z Dubaju. I jedna rzecz od razu, a nie na końcu: jestem chrześcijaninem, ale to
nie jest program religijny, nie musisz w nic wierzyć i nikt ci tu niczego
nie wciśnie.